O. Czesław Chabielski SJ

1930-2011 jezuita

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Wspomnienia

Jestem Bogu wdzięczny za Ojca Czesława potrójnie. Po pierwsze – za naukę odprawiania Mszy  św.  Nie było ważne, gdzie sprawował Eucharystię; czy to w lesie, czy w stodole, w kaplicy czy w kościele – zawsze była to najświętsza chwila, skupienie i pełne zjednoczenie z Chrystusem. Po drugie – za czas spędzany w kaplicy, na modlitwie. W Suchej po skończonej spowiedzi o pierwszej w nocy szedł do kaplicy i jeszcze długo się modlił. Tak też było w kaplicy, w naszym domu zakonnym, gdzie można Go było zastać z różańcem w ręku. Po trzecie – za miłość do Maryi, która dla Niego była najkrótszą drogą do Jezusa. Ojcze Czesławie, jesteś moim duchowym ojcem i pozostaniesz nim na zawsze.

O. Andrzej Lemiesz SJ


Ostatnie miesiące o. Czesława w Bydgoszczy to szpital, operacje i rehabilitacja. W tym okresie ogromna rzesza ludzi, którym był bliski, odwiedzała Go, opiekowała się nim,  także czuwała w nocy. Dla wielu był to czas kolejnych rekolekcji w życiu codziennym. Ojciec Czesław każdego dnia starał się odprawiać Mszę świętą, modlił się z innymi pacjentami. Walczył do ostatka, dźwigając swój krzyż. Pamiętam, gdy był jeszcze sprawny fi  zycznie, jeździł w różne części miasta, aby nieść Chrystusa chorym i odprawiać u nich Mszę świętą. Do niektórych docierał co tydzień. Będąc pacjentem, już na łóżku szpitalnym, podał mi adres z prośbą, abym udał się do chorego – bo jak mówił – trzeba go pojednać z Bogiem.

O. Grzegorz Mockiewicz SJ


Ojciec Czesław przy całym swym radykalizmie był niezwykle wrażliwy. Pamiętam jedną ze spowiedzi, niemal w środku nocy, kiedy pokazał mi nagle wzeszły księżyc i powiedział,  że właśnie taki jest Najwyższy, przychodzi w ciemnej nocy i rozjaśnia nasze życie. Zawsze miał czas, by nas jednaćz Panem Bogiem.

Beata, 22.02.2011, wpis na Facebook


Dokonał rzeczy niezwykłych. Tysiące ludzi zarażał energią, poczuciem humoru, rzadką prawością, a przede wszystkim ewangelią, w którą  święcie wierzył i którą naprawdę żył.
Robert Mazurek, 22-02-2011,„Rzeczpospolita”, Duszpasterz z boru

Zachowajmy wspomnienia...

Relacje i zdjęcia prześlijmy na adres:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Czytaj: Wspomnienia przyjaciół, uczniów, internautów