O. Czesław Chabielski SJ

1930-2011 jezuita

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

admin: Nadesłane/Czesława

Ponad wszystko była Miłość! Łamał dając mi cząstkę, najlepszą cząstkę - siebie w Nim! W poniedziałek, 21 lutego około godziny 5.57 zostałam
obudzona. Ktoś prosił o modlitwę Koronką.Nie otrzymałam czasu na rozeznanie.Wstałam więc i wzięłam różaniec. (Dzień zaczynam Liturgią
godzin a nie Koronką). Po otrzymaniu telefonu od przyjaciółki jużwiedziałam, to w łączności z Ojcem Czesławem, po raz ostatni, modliłam
się Koronką do Miłosierdzia Bożego, w różnych "potrzebach Kościoła", tak jak sobie zawsze tego życzył: przez serce i ręce Maryi.

niedziela, 27 lutego 2011

Hania P. z DA Arka: Kto kocha, ten wymaga cz. II

 

Koleżanka mojej Mamy opowiadała mi niegdyś, jak z grupą młodzieży jechała na Jasną Górę. Tam czekał już O. Czesław. Ostrzegał wcześniej młodych, aby nie grali w karty w pociągu, ponieważ przegapią stację, a jeśli się spóźnią, nie dostaną za karę kolacji. I stało się tak, jak przewidział Ojciec. Młodzi przegapili stację i spóźnili się. Przywitanie grupy przez O. Czesława było dość szorstkie, po czym okazało się, że O. Czesław czekał na młodzież z kolacją.

O. Piotr Lenart, który przez jakiś czas pracował w Bydgoszczy opowiadał mi natomiast pewną zabawną historię, która wydarzyła się, kiedy on jako jeszcze młody chłopak jeździł do Suchej. Otóż w Suchej, podczas jednej z Mszy Św., którą odprawiał O. Czesław w kaplicy, w stodole, w czasie ofiarowania kot przytaszczył pod ołtarz myszkę. Można się uśmiechnąć i powiedzieć, że Ojciec Czesław mówił tak, że nawet zwierzęta wiedziały o co chodzi.

Do mnie Ojciec zawsze zwracał się „Hanka!”, dał mi kiedyś taki jakby list (mam go do dziś) – kartka formatu A5 złożona na pół, na okładce Pan Jezus i napis „Pragnę”, a w środku list, którego początek brzmiał tak: „Oto stoję u drzwi i kołaczę...” (Ap 3, 20) To prawda, stoję u drzwi Twego serca dniem i nocą. Jestem tam, nawet kiedy nie słuchasz, nawet kiedy wątpisz, że to mógłbym być JA. I może na tym zakończę moje wspomnienia. Dziękuję Panu Bogu, że mogłam spotkać Ojca Czesława na swojej drodze.

niedziela, 27 lutego 2011

Hania P. z DA Arka: Kto kocha, ten wymaga

Nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem „duchowym dzieckiem” śp. Ojca Czesława Chabielskiego. Mogę natomiast powiedzieć, że dom przy Pl. Kościeleckich 7 w Bydgoszczy stał się moim drugim domem. Wszystko to za sprawą Duszpasterstwa Akademickiego Arka. Przez lata spotkań w piwnicach, na „strychach” miałam bardzo często okazję widywać O. Czesława. Z pewnością mogę powiedzieć, że Ojciec Czesław był niezwykłym przyjacielem młodzieży. Zawsze, kiedy na podwórku jezuickim gromadziła się grupa młodych, O. Czesław nigdy nie przechodził obojętnie. Zatrzymywał się, aby chwilę porozmawiać, pożartować, a trzeba przyznać, że jak mało kto sypał dowcipami jak z rękawa i sprawił, że na każdej twarzy pojawiał się uśmiech. Myślę, że każdy, kto choć raz miał okazję przywitać się z Ojcem Czesławem przez podanie dłoni, nigdy tego nie zapomni, bowiem tak silnego uścisku nigdy się nie zapomina. Nie jeden raz zastanawiałam się, czy moja dłoń jest jeszcze cała i czy każdy palec jest na swoim miejscu :-) Pamiętam też, że stojąc na schodach domu zakonnego patrzyłam jak O. Czesław boksował, oczywiście na żarty z którymś z ministrantów. Czasami, kiedy przesiadywaliśmy w salce duszpasterstwa, nagle otwierały się drzwi, a zza nich ukazywała się twarz O. Czesława, czasami pogodna, a czasami surowa, bo i taki bywał O. Czesław. Zawsze jednak wiedziałam, że pod tą surowością kryje się wrażliwość, ciepło i ojcowska troska – tak, ojcowska, gdyż O. Czesław był duchowym Tatą dla wielu. Kto kocha, ten wymaga. I tak było z Ojcem Czesławem. Kiedy osoby z Odnowy w Duchu Świętym, starsze i młodsze opowiadały mi o Ojcu Czesławie, to dało się w tych słowach wyczuć niezwykły szacunek wobec Ojca, podziw i miłość, jaką go darzyły. To dawało mi takie poczucie, że Ojciec Czesław to naprawdę ktoś niezwykły, to niesamowity kapłan.

niedziela, 27 lutego 2011

Ewa- mama Kalinki i Wacława: Nadesłane

Dzięki przyjaźni z Ojcem Czesławem mogłam tamtego dnia doświadczyć cudu uzdrowienia. Wiem, że to sam Jezus Chrystus tego dokonał, poprzez ręce mojego ukochanego Ojca Czesława. Z czasem, przyjaźń i zaufanie do Ojca Czesława przerodziły się w przyjaźń i zaufanie do Jezusa, który, dzięki prowadzeniu i nauczaniu Ojca Czesława, stał się moim największym Przyjacielem w życiu.

sobota, 26 lutego 2011

Ewa- mama Kalinki i Wacława: Nadesłane

Na prośbę mojego brata odpowiedział, że danego dnia będzie polecał intencję odzyskania zdrowia dla mnie w czasie Eucharystii, odprawianej, jak co środa, we wspólnocie Odnowy w Duchu Św. Potem poprosił brata, aby pomógł mu się do mnie do szpitala dostać. Tak się też stało. W czasie trwania Eucharystii łączyłam się duchowo i odczuwałam coraz wyraźniejszą
poprawę mojego samopoczucia. Mogłam swobodnie unosić głowę i wsiąść na wózek inwalidzki.

Podwieziono mnie do poczekalni, gdzie czekał już na mnie Ojciec Czesław z Panem Jezusem. Po przyjęciu Jezusa Eucharystycznego do serca , po 5 minutach, mogłam zacząć swobodnie się wypowiadać, bez żadnych trudności. Ojciec Czesław zamienił ze mną jeszcze kilka słów, pobłogosławił mnie i odszedł .Po kilku minutach mogłam samodzielnie wstać z wózka i o własnych siłach udać się do
szpitalnego pokoju. Na drugi dzień zostałam wypisana ze szpitala.

sobota, 26 lutego 2011

Ewa- mama Kalinki i Wacława: Nadesłane

Ojca Czesława poznałam w 1996 roku. Od 1997 do 1998 uczestniczyłam we  wszystkich seminariach Odnowy w Duchu Św./ razem 4/. Jednocześnie  zmagałam się z chorobą - nadczynnością tarczycy, przygotowywana byłam do
operacji przez 3 lata. W weekendy wspólnie z moimi rodzicami i synkiem Wacławem odwiedzaliśmy Ojca w Suchej.
W październiku 1999 roku przyszedł czas próby zaufania Bogu w moim życiu, czas operacji. Ojciec Czesław stał razem ze wspólnotą przy mnie , wspierając duchowo. Przez trzy dni po operacji usunięcia tarczycy, nie mogłam samodzielnie wykonywać najprostszych czynności życiowych. Zaczęłam się załamywać. Moja rodzina szalała z rozpaczy, rodzony brat Przemysław prosił, abym mu powiedziała, jak mogą mi pomóc. Lekarze załamywali ręce, nieznana była przyczyna takiego stanu mojego zdrowia.
Wówczas wyszeptałam bratu: "Ojciec Czesław". Brat zadzwonił ze szpitala do domu parafialnego OO. Jezuitów w Bydgoszczy. Odebrał Ojciec Czesław.

sobota, 26 lutego 2011

Łukasz: Zapraszamy do wpisywania wspomnień

Tutaj możecie Państwo wpisać kilka słów o o. Czesławie Chabielskim.

sobota, 26 lutego 2011

Tylko zarejestrowane osoby mogą dodawać nowe wiadomości. Zaloguj się.

 

Wyświetl numer 
Powered by Phoca Guestbook